środa, 24 grudnia 2014

Zima

Nadeszła zima (takie info jakbyście nie mieli okien w domu). Ten niezwykły okres w ciągu roku, kiedy wszystkie istoty rozumne popadają w stagnację, przykryte gęstą warstwą kokainy i tylko człowiek w procesie swej ewolucji zaniechał tego cudownego procesu zapadania w kilkumiesięczny sen. Cóż za strata…

Chciałem, aby ten post był bardziej „fancy” z tymi wszystkimi obrazkami z Tumblara o tym jak to „kocham ciepłe kakałko i dobrą książkę w mroźny grudniowy wieczór”. Ale kurwa nie będzie. Mój cynizm i sarkazm kumulowały się już od dłuższego czasu w woreczku tuż nad śledzioną, który nazywam „osobowością”. Dlatego też post ten będzie aż kipiał od nienawiści do świata i ludzi.



No ale z innej beczki. Nadeszła zima. A to oznacza śnieg, bałwany, bitwy na śnieżki, sanki… Chuj. To Cebulandia. Tu śnieg spada na trzy dni. Przeważnie między 21.10 a 15.11. Teraz możemy cieszyć się co najwyżej błotem, deszczem i samobójstwem. Co do „kakałka” to też  nie za bardzo, no bo szkoła, a potem szkoła, a po szkole szkoła. A nawet jak ktoś nie ma szkoły to Internet. I więcej Internetu. Taaaa… zima to magiczny okres. Ale spokojnie. Jak już spadnie to jebitnie. Tak, że się z domu nie da wyjść, a kierowcy są niezmiernie „zaskoczeni”. Ale szkoły to nie zamkną. To nic, że paliwo w silniku zamarza i autobus z 8:03 przyjeżdża o 12:57. Nieeee, szkoła musi być…



Śnieg śniegiem. Jest rzecz znacznie ważniejsza. Gwiazdka!!! Ten krótki, ale jakże intensywny okres w ciągu roku kiedy cała rodzina zbiera się przy wigilijnym stole, aby przez kilka godzin poudawać, że są sobie bliscy. Założę się, że w większości domów dywany są już wytrzepane, okna umyte, a wujek Zenek właśnie próbuje zabić karpia pływającego w wannie. Na pewno nie możecie doczekać się dzielenia opłatkiem, powtarzania „Nawzajem” dla ciotek o których nie sądziliście, że jeszcze żyją oraz odpowiadania na te cudowne pytania z serii:
-A masz już dziewczynę / chłopaka?
-Całowałeś/łaś się już?
-Kiedy ślub?
-Kiedy dziecko?





Ale jest też pozytywny aspekt tego święta. Oczywiście! Prezenty!!! A raczej ich otrzymywanie (wiem, wiem. W święta chodzi o dawanie, a nie otrzymywanie. No, ale nie oszukujmy się). Kto lubi rozcinanie sobie palców brzegiem papieru ozdobnego lub trzy godziny spędzone na poszukiwaniu końcówki taśmy klejącej. A jeszcze gorszą rzeczą jest wybieranie prezentów. Na pewno kolorowe pisemka uraczą nas masą idealnych prezentów DIY, ale nie oszukujmy się. Najlepszym prezentem i tak jest butelka Whisky. Jednakże medal ma dwie strony. Nie tylko możemy dać gówniany prezent, ale możemy go też otrzymać. Nie martwcie się, oto kilka dobrych porad ukradzionych z Internetu:



Powiem szczerze, że chciałem aby ten post pojawił się nieco wcześniej, no ale ja również musiałem pomagać rodzicom piec ciasta i ścierać kurze. Dlatego też w ten jakże magiczny dzień zanim gwiazdka zaświeci, a zwierzęta przemówią ludzkim głosem, chciałbym Wszystkim życzyć wesołych, rodzinnych i pogodnych świąt, udanego sylwestra, szczęśliwego nowego roku, więcej cynizmu i sarkazmu, mnóstwa ciętych jak nóż ripost, promyczka nadziei w naszej szarej Cebulandii i jak najwięcej postów na Waszym ulubionym blogu. Trzymajcie się. Wasz Wesoły Pesymista ;)



Nie mam absolutnie żadnych praw do umieszczonych tu rysunków i filmików, dlatego jeśli jesteś ich właścicielem i chcesz abym je usunął napisz mi o tym na wesolypesymista123@gmail.com w temacie wpisując "Prawa autorskie" -.-

sobota, 1 listopada 2014

Halloween

Jak pewnie każdy zauważył ten weekend przypada na bardzo poważne i refleksyjne święto. Co oznacza zero imprez, chlaństwa itp. Nie chcę jakoś specjalnie zanudzać, bo nie na tym mi zależy, ale sytuacja tego wymaga. Myślę, że najważniejszą ideą tego święta jest kontemplacja i wspominanie naszych bliskich, których już z nami nie ma. Najgorszy jest fakt, że tak jak prawie wszystko w Cebulandii, owe święto przerodziło się w komercyjną farsę. Czy tak naprawdę pamiętamy o co chodzi w Dniu Zadusznym? Czy może tak naprawdę, przychodzimy na groby (jednego dnia w ciągu całego roku de facto) tylko po to, żeby pochwalić się nowym kożuchem, samochodem, wiązanką czy ułożeniem zniczy na pomniku? Ciekawe czy wśród krzyków, śmiechów, plotek i towarzyskich pogawędek możne jeszcze usłyszeć modlitwę. To smutne, że cmentarze przerodziły się w targi, na których każdy chce pochwalić się swoim bogactwem. Jeszcze jedną i chyba najważniejszą kwestią jest Halloween. Nie wierzę, że jest ktoś kto nie wie co to za święto. Ukochany dzień wszystkich babć i księży. No bo kto nie lubi biegać od drzwi do drzwi i zbierać cuksów albo robić sąsiadom psikusów. No kto?

niedziela, 26 października 2014

Paszport

A tu post z cyklu „Z lekkim poślizgiem”. Napisałem go w lipcu, ale nie chce mi się zmieniać formy gramatycznej, więc wyobraźcie sobie, że jest lipiec, jest ciepło, słonko świeci…


Ponieważ na wakacje wybieramy się z rodzicami za granicę przydałby mi się paszport. Mój pierwszy paszport stracił ważność kilka miesięcy temu, więc nie ma innego wyjścia jak wyrobić sobie nowy. Na wyrobienie tego jakże szlachetnego i bezużytecznego w czasach Strefy Schengen dokumentu czeka się dość długo, dlatego też potrzebne kroki podjęliśmy zawczasu. Zdjęcie zrobione (moi rodzice chcieli dać pierwsze lepsze zdjęcie legitymacyjne – dla kumatych teraz obowiązują specjale zdjęcia do paszportu), dokumenty wypełnione. Nic tylko iść do urzędu. Mój tata postanowił sam zanieść wszystkie papiery, ale niestety konieczna jest obecność „małoletniego ubiegającego się o dokument”. Tak więc następnego dnia poszedłem do urzędu razem mamą. I tak zbliżał się koniec roku szkolnego, więc zwolnienie się z lekcji nie było problemem (jakby naprawdę zależało mi na frekwencji). Wchodzimy do urzędy, siadamy i czekamy. Po ok. 20 minutach nudy i wpatrywania się w ściany nadeszła nasza kolej. Wchodzimy do pokoju, a tam Pani Halinka oznajmia nam, że nie mamy potwierdzenia wpłaty. Tak więc udajemy się do budynku naprzeciwko, uzupełniamy kolejne dokumenty, płacimy, wracamy i znów czekamy na swoją kolej. W międzyczasie pomogłem uzupełnić dokumenty jakiejś staruszce. Była to syzyfowa praca, gdyż kobitka nie była skora do pomocy. Po kolejnych 20 minutach arcyciekawego czekania, wchodzimy. Wszystkie dokumenty przyniesione, wszystko uzupełnione. Co może pójść nie tak? „A gdzie drugi rodzic?”. Że co kurwa? Na serio? Czy one myślą, że moja mama chce mnie wywieźć? Jakby chciała to by nas już dawno nie było. Ja chcę tylko jechać na cholerne wakacje. Dzwonię więc do taty. Na szczęście mógł do nas przyjechać. No i kolejne fascynujące 15 minut w holu. Przyjeżdża, kończymy całą tę biurokratyczną bekę życia i wychodzimy. Ja się pytam: czemu z tego kraju jest tak trudno wyjechać? Więcej przygód mnie nie spotkało tego dnia, oprócz faktu, że przez cały dzień chodziłem po mieście z mikserem w plecaku (mój kumpel chciał go pożyczyć. Tak, mikser. Nie zeszyt, nie bluzkę. Mikser). Trzymajcie się. Wasz Wesoły Pesymista ;)

sobota, 25 października 2014

Przerwa

Witam wszystkich. Wybaczcie za tę strasznie długą przerwę (chociaż i tak wiem, że nikt nie czyta tego bloga). Miałem sporo ważnych spraw na głowie jak np. leżing, opierdaling i niepisanienicnablogu. Ta, to moje ulubione zajęcia. Ale odłóżmy żarty na bok. Sporo się działo, więc będzie o czym pisać. Co prawda posty mogą się pojawiać z lekkim poślizgiem, ale nie przejmujcie się jak w grudniu poczytacie o moich wakacjach. Jeszcze raz sorry za tę przerwę. Chociaż tak na serio to nie. Mam gdzieś wasze zdanie. Tak czy siak. Do usłyszenia. Trzymajcie się. Wasz Wesoły pesymista ;)

sobota, 5 lipca 2014

Basen

Ponieważ jestem umysłowo cofnięty oraz ponieważ moi rodzice bardzo przykładali się do mojego rozwoju fizyczno-socjalnego , dlatego też nie potrafię pływać. Tak, dobrze przeczytaliście. Mam 16 lat i nie umiem pływać. Czaisz to kurwa? 16 lat i nie umie pływać. No nic, czas najwyższy się nauczyć, bo i tak musiałem zapisać się na basen (o tym kiedy indziej). Karnet zakupiony na kurs dla młodzieży na okres wakacyjny. Mieszkam niedaleko basenu, więc postanowiłem pojechać tam na rolkach (jak zdrowy tryb życia to na całego). Oczywiście jak zawsze przyjeżdżam w chuj punktualnie. Podchodzę do Pani Halinki (każda kobieta w punkcie informacyjnym nazywa się dla mnie Pani Halinka, przyzwyczajajcie się) i mówię, że zapisałem się na kurs nauki pływania. O dziwo uprzejma kibitka wytłumaczyła mi wszystko co i jak. No więc idę zmienić obuwie, a że miałem rolki to było nawet ciekawiej. W oczach kobiety z szatni widziałem „No chyba sobie kpisz dziecinko, że ja ci to zawieszę na haczyk”. No ale zawiesiła. Zaczynam śledzić jakiegoś chłopaka, bo sam to ja nigdzie nie trafię. Wchodzę do szatni, przebieram się i idę na pływalnię. Bez okularów jestem ślepy jak kret, więc wymacuję sobie drogę (chyba nawet wymacałem coś innego niż droga). Znajduję pierwszego lepszego ratownika i pytam się o zajęcia nauki pływania. W jego oczach widzę pogardę. „ To do mnie” odpowiada lekko załamany. „Masz czapek i okularki” pyta się. „Teraz to ja mam tylko myśli samobójcze” myślę sobie. Pożyczam więc jakiś używany czepek (moje życie to dno) i wchodzę do basenu. Średnia wieku +/- 10 lat. Moja obiecana „młodzież”. A wchodzę taki 1,80m z zarostem na twarzy do brodziku. Zaczynamy pływać. Może inni zaczęli pływać. Ja zacząłem się topić. Ratownik wskakuje do wody. Na jego twarzy maluje się „za mało mi płacą”. No trudno. Podejście numer 2. Jako, że jestem najlepszy w grupie dostaję rurkę zamiast deski. Tak. Takie rurki dostają dzieci z autyzmem. W głowie mam tylko jedną myśl: „Płyń!!! Płyń po swoje życie, ty jebana Mała Syrenko!!!”. Kurs się kończy, a wraz z nim moje chęci do dalszej egzystencji. Lekcje mają trwać 2 tygodnie, więc czuję, że tego typu opowieści będzie znacznie więcej. Trzymajcie się. Wasz Wesoły Pesymista ;)

piątek, 4 lipca 2014

Witajcie :D

Witajcie, postanowiłem zacząć pisać bloga, ponieważ w dzisiejszych czasach jest to bardzo popularne oraz dlatego, że mogę. Ot co. Kto mi zabroni. Piszę już jeden blog, ale niestety nie cieszy się on dużą popularnością. Bo oczywiście teraz sprzedają się tylko blogi kulinarne, fashionistyczne i lajfstajlowe. Gotować nie umiem, na modzie się nie znam, więc nie zostaje mi wiele opcji. Gdy zakładałem pierwszego bloga obiecałem sobie, że nigdy w życiu nie pozwolę wciągnąć się w ten cały blogowy półświatek (tzn. nie sprzedam się), ale co tam. Raz się żyje. Jeśli już trafiliście na mojego bloga, to współczuję. Jeszcze nie jest za późno, aby wyłączyć komputer i wrócić do swojego normalnego życie. Ostrzegam, ja nie jestem normalną osobą. Nie próbujcie szukać autora bloga. Będę go pisał anonimowo. A nawet jeśli znajdziecie jakieś informacje, to są one fałszywe. Myślę, że w trakcie pisania bloga będą się pojawiać jakieś drobne notatki odnośnie moich upodobań, charakteru czy czegoś tam, więc może ktoś się domyśli kim jestem. Ostrzegam, że dużo przeklinam, żyję we własnym świecie iluzji i kłamstw oraz, że mam masę „ciekawych przygód”, które mogłyby przytrafić się każdemu, ale przytrafiają się mnie. Nie oczekujcie ode mnie, że będę wstawiał posty regularnie. No błagam. Ja też mam życie, jakkolwiek tragiczne to jednak jakieś. Poza tym wystarczy wam, jeśli będziecie wiedzieć, że jestem Wesołym Pesymistą ;)