Jakiś czas temu nałożono mi stały aparat ortodontyczny. Ale
po kolei. Jakieś półtora roku temu poszedłem do znanej mi ortodontki, która
zajmowała się mną jak byłem w podstawówce. Mimo moich protestów powiedziała, że
wystarczy, jeśli będę nosił aparat ruchomy na noc. Po pół roku dostałem
informację, że owa „ortodontka” nie wykonuje aparatów stałych. Nie wiem dlaczego,
ale nie robi, więc nieważne jak bardzo bym go potrzebował jedyne co miała mi do
zaoferowania to aparat zdejmowany.
Pokłóciłem się o to z rodzicielami i zażądałem
o konsultacje u innego lekarza. Mama zadzwoniła do gabinetu i umówiła mnie, ale
niestety ich grafik jest bardzo napięty, więc wizyta miałaby się odbyć dopiero
za 3 miesiące. Rodzice pojechali osobiście i wyjaśnili całą sytuację.
Powiedziano im, że gdy tylko zwolni się miejsce trafimy na nie. I tak też się
stało. Miesiąc wcześniej niż było umówione wybraliśmy się do gabinetu. Pani
doktor powiedziała, że mojej diastemy nie da się naprawić aparatem ruchomym.
Wielkie dzięki dla poprzedniej pani „doktor”. Oby mniej takich lekarzy.
Niestety zrobiła ona jeszcze więcej złego niż dobrego. Przez noszenie aparatu
zdejmowanego, musiałem czekać kolejne pół roku, aby moje zęby wróciły do pierwotnej
pozycji. Tak też po paru wizytach, kilka miesięcy temu założono mi aparat stały.
Początki były trochę ciężkie, ale jest dobrze. Poprawa jest nieznaczna, ale
sądzę, że po prostu trzeba byś cierpliwym. Było kilka wypadków, kilka
nieprzyjemności i trochę bólu, ale co się dziwić. Chcę mieć ładne zęby to muszę
cierpieć. Moja dieta znacznie się zmieniła, przez co trochę schudłem, ale daję
sobie radę. Przeszkadza mi fakt, że dopiero teraz założono mi aparat, a nie na
przykład w podstawówce, no ale to pewnie również wina mojej ukochanej
ortodontki. Moja siostra mówi, że w aparacie mi do twarzy.
Mam nadzieję, że
bliżej mi do tego:
ale pewnie wyglądam jakoś tak:
Cóż,
pewnie pojawią się jeszcze jakieś posty o tej tematyce, bo na razie utknąłem z
metalową szczęką na półtora roku. Chociaż pewnie nie, bo patrząc na regularność
moich postów to spodziewałbym się niedługo postu o listopadowej depresji. Ale
jakoś się tym nie przejmuję. Chyba nie ma nic więcej do dodanie. Trzymajcie się.
Wasz wesoły pesymista ;)












