niedziela, 26 października 2014

Paszport

A tu post z cyklu „Z lekkim poślizgiem”. Napisałem go w lipcu, ale nie chce mi się zmieniać formy gramatycznej, więc wyobraźcie sobie, że jest lipiec, jest ciepło, słonko świeci…


Ponieważ na wakacje wybieramy się z rodzicami za granicę przydałby mi się paszport. Mój pierwszy paszport stracił ważność kilka miesięcy temu, więc nie ma innego wyjścia jak wyrobić sobie nowy. Na wyrobienie tego jakże szlachetnego i bezużytecznego w czasach Strefy Schengen dokumentu czeka się dość długo, dlatego też potrzebne kroki podjęliśmy zawczasu. Zdjęcie zrobione (moi rodzice chcieli dać pierwsze lepsze zdjęcie legitymacyjne – dla kumatych teraz obowiązują specjale zdjęcia do paszportu), dokumenty wypełnione. Nic tylko iść do urzędu. Mój tata postanowił sam zanieść wszystkie papiery, ale niestety konieczna jest obecność „małoletniego ubiegającego się o dokument”. Tak więc następnego dnia poszedłem do urzędu razem mamą. I tak zbliżał się koniec roku szkolnego, więc zwolnienie się z lekcji nie było problemem (jakby naprawdę zależało mi na frekwencji). Wchodzimy do urzędy, siadamy i czekamy. Po ok. 20 minutach nudy i wpatrywania się w ściany nadeszła nasza kolej. Wchodzimy do pokoju, a tam Pani Halinka oznajmia nam, że nie mamy potwierdzenia wpłaty. Tak więc udajemy się do budynku naprzeciwko, uzupełniamy kolejne dokumenty, płacimy, wracamy i znów czekamy na swoją kolej. W międzyczasie pomogłem uzupełnić dokumenty jakiejś staruszce. Była to syzyfowa praca, gdyż kobitka nie była skora do pomocy. Po kolejnych 20 minutach arcyciekawego czekania, wchodzimy. Wszystkie dokumenty przyniesione, wszystko uzupełnione. Co może pójść nie tak? „A gdzie drugi rodzic?”. Że co kurwa? Na serio? Czy one myślą, że moja mama chce mnie wywieźć? Jakby chciała to by nas już dawno nie było. Ja chcę tylko jechać na cholerne wakacje. Dzwonię więc do taty. Na szczęście mógł do nas przyjechać. No i kolejne fascynujące 15 minut w holu. Przyjeżdża, kończymy całą tę biurokratyczną bekę życia i wychodzimy. Ja się pytam: czemu z tego kraju jest tak trudno wyjechać? Więcej przygód mnie nie spotkało tego dnia, oprócz faktu, że przez cały dzień chodziłem po mieście z mikserem w plecaku (mój kumpel chciał go pożyczyć. Tak, mikser. Nie zeszyt, nie bluzkę. Mikser). Trzymajcie się. Wasz Wesoły Pesymista ;)

sobota, 25 października 2014

Przerwa

Witam wszystkich. Wybaczcie za tę strasznie długą przerwę (chociaż i tak wiem, że nikt nie czyta tego bloga). Miałem sporo ważnych spraw na głowie jak np. leżing, opierdaling i niepisanienicnablogu. Ta, to moje ulubione zajęcia. Ale odłóżmy żarty na bok. Sporo się działo, więc będzie o czym pisać. Co prawda posty mogą się pojawiać z lekkim poślizgiem, ale nie przejmujcie się jak w grudniu poczytacie o moich wakacjach. Jeszcze raz sorry za tę przerwę. Chociaż tak na serio to nie. Mam gdzieś wasze zdanie. Tak czy siak. Do usłyszenia. Trzymajcie się. Wasz Wesoły pesymista ;)