niedziela, 22 lutego 2015

Aparat ortodontyczny

Jakiś czas temu nałożono mi stały aparat ortodontyczny. Ale po kolei. Jakieś półtora roku temu poszedłem do znanej mi ortodontki, która zajmowała się mną jak byłem w podstawówce. Mimo moich protestów powiedziała, że wystarczy, jeśli będę nosił aparat ruchomy na noc. Po pół roku dostałem informację, że owa „ortodontka” nie wykonuje aparatów stałych. Nie wiem dlaczego, ale nie robi, więc nieważne jak bardzo bym go potrzebował jedyne co miała mi do zaoferowania to aparat zdejmowany. 

Pokłóciłem się o to z rodzicielami i zażądałem o konsultacje u innego lekarza. Mama zadzwoniła do gabinetu i umówiła mnie, ale niestety ich grafik jest bardzo napięty, więc wizyta miałaby się odbyć dopiero za 3 miesiące. Rodzice pojechali osobiście i wyjaśnili całą sytuację. Powiedziano im, że gdy tylko zwolni się miejsce trafimy na nie. I tak też się stało. Miesiąc wcześniej niż było umówione wybraliśmy się do gabinetu. Pani doktor powiedziała, że mojej diastemy nie da się naprawić aparatem ruchomym. Wielkie dzięki dla poprzedniej pani „doktor”. Oby mniej takich lekarzy. Niestety zrobiła ona jeszcze więcej złego niż dobrego. Przez noszenie aparatu zdejmowanego, musiałem czekać kolejne pół roku, aby moje zęby wróciły do pierwotnej pozycji. Tak też po paru wizytach, kilka miesięcy temu założono mi aparat stały. 

Początki były trochę ciężkie, ale jest dobrze. Poprawa jest nieznaczna, ale sądzę, że po prostu trzeba byś cierpliwym. Było kilka wypadków, kilka nieprzyjemności i trochę bólu, ale co się dziwić. Chcę mieć ładne zęby to muszę cierpieć. Moja dieta znacznie się zmieniła, przez co trochę schudłem, ale daję sobie radę. Przeszkadza mi fakt, że dopiero teraz założono mi aparat, a nie na przykład w podstawówce, no ale to pewnie również wina mojej ukochanej ortodontki. Moja siostra mówi, że w aparacie mi do twarzy.

Mam nadzieję, że bliżej mi do tego: 




ale pewnie wyglądam jakoś tak: 


Cóż, pewnie pojawią się jeszcze jakieś posty o tej tematyce, bo na razie utknąłem z metalową szczęką na półtora roku. Chociaż pewnie nie, bo patrząc na regularność moich postów to spodziewałbym się niedługo postu o listopadowej depresji. Ale jakoś się tym nie przejmuję. Chyba nie ma nic więcej do dodanie. Trzymajcie się. Wasz wesoły pesymista ;)

sobota, 14 lutego 2015

Walentynki

Walentynki – święto zakochanych i psychicznie chorych. Jedyny dzień w roku kiedy ludzie okazują sobie uczucia, zamiast robić to przez cały czas. Dzień kultu świętego, który został brutalnie umęczony – cóż za romantyzm.



Jakże Wesoły Pesymista mógłby nie wyrazić swojej opinii na ten temat. Jeśli jesteś trzynastolatką namiętnie zakochaną w „tym jedynym” koledze z ławki to wyjdź z mojego bloga. I tak cię tu nie chcę, nawet gdyby to nie był post o walentynkach. Ale żeby nie było, że jestem bezdusznym potworem, który nie wie co to miłość (a właśnie tym jestem) to na wytrwałych będzie czekał jakiś słodko-głupiutki fragment o miłości.

Biochemia dowodzi, że nie ma różnicy pomiędzy miłością a dużą tabliczką czekolady.
                                                                                             ~ z filmu "Adwokat diabła"


Ale do rzeczy. Czyż to nie wspaniałe, że stworzono JEDEN dzień w roku poświęcony miłości. To tak jakby powiedzieć „dziś masz obowiązek mnie kochać, resztę roku możemy udawać, że się nie znamy”. Według mnie (uwaga opinia blogera!!!) miłość powinniśmy okazywać sobie codziennie, nawet w takich głupich drobnostkach jak mówienie tej drugiej połówce jak wspaniale wygląda albo opuszczając deskę klozetową.


Nie wiem jak miłość wyobrażają sobie inni, ale dla mnie nie ma ona nic wspólnego z kolorem czerwonym, grubym bachorem z łukiem ani z kwiatkami z przeceny. Wiem, że mam siedemnaście lat i o miłości wiem tyle ile pies o fizyce kwantowej, ale myślę, że każdy ma prawo do własnego pojmowania tego uczucia. Dla mnie jest to współpraca. Jest to rezygnowanie z meczu, bo ona jest smutna. To pozwolenie pójść na mecz mimo, że jestem smutny. To obdarowywanie się szczerością, wsparciem i miłym słowem zamiast czekoladkami czy drogimi błyskotkami. To dodawanie kminku do wszystkich potraw, mimo że się go nie lubi, ale on/ona go uwielbia. To godziny spędzone na słuchaniu. To dbanie o tę drugą osobę nawet, jeśli jesteśmy na nią źli. To „w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli aż do końca życia”.


Miłość, aby była prawdziwa, musi kosztować, musi boleć, musi ogałacać nas z samych siebie. 
                                                                                                  ~ Matka Teresa z Kalkuty  


Cóż skoro już zabrałem się do opisywania miłości oraz tego czym dla mnie jest to chyba powinienem być wobec was szczery. Raczej nie powinienem wypowiadać się na ten temat, ponieważ mając siedemnaście lat nigdy nie miałem dziewczyny, nigdy się nie całowałem ani nie byłem na randce. Trochę kijowo, zwłaszcza patrząc na te wszystkie trzynastolatki piszące o tym jakie to ich życie jest straszne, bo straciły „miłość swojego życia”. No tylko się zajebać. 
Jeszcze 10 lat temu trzynastolatki płakały jak zgubiły swoją ulubioną spinkę do włosów, a nie dziewictwo.

Miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku.
                                                                       ~ Antoine de Saint-Exupéry, "Ziemia, planeta ludzi"
                                                             

Parę miesięcy temu strasznie zamartwiałem się, że nikogo nie mam i jestem miłosnym prawiczkiem. Teraz mam na to lekko wyjebane. Nikogo nie szukam, jest mi dobrze tak jak jest. Jestem niepoprawnym romantykiem i wierzę, że jeśli gdzieś czeka na mnie prawdziwa miłość to wejdzie do mojego życia z kopem z buta. Póki co pudełko lodów świetnie zapełnia pustkę w sercu.


Na sam koniec chciałbym tylko dodać, że w tym roku mamy bardzo wyjątkowe walentynki, gdyż do kin weszło właśnie „50 twarzy Grey’a”. Zaryzykowałbym jakiś komentarz na ten temat, ale nie chcę się narażać tysiącom kobiet, które uważają to za „współczesną historię kopciuszka”. Dlatego swoją opinię zawrę w obrazku znalezionym w internetach.



Wszystkim wam, którzy czytają mojego bloga życzę udanych walentynek pełnych miłości (tej prawdziwej). Spędźcie ten czas jak najmilej i nie zapomnijcie okazywać uczuć swoim partnerom przez cały rok. Trzymajcie się. Wasz Wesoły Pesymista :)